Dzisiaj wyszłam z siebie, trochę mi też czasu zajęło by wrócić. Nie były to wycieczki astralne…co to to nie, był to ewidentny, parszywy, ordynarny „wku…” Żeby to jakiś sens miało, jakiejś racji wyższej służyło to może bym nad tym się nie zastanawiała. Niestety, przyłapałam się na tym, że ewidentnie, z niejaką premedytacją zostałam wystawiona na tego nerwa przez towarzysza mego robotniczego trudu….Ot, po prostu jego brak szacunku dla pracy i czasu innych, władczość i bezkarność doprowadziły mnie do stanu nieważkości lekkiej i przyprawiły o kolejne siwizny we włosach.
Czy to naprawdę tak wiele kosztuje, żeby się zastanowić nad planem układanym dla innych, żeby zapytać jak oni na ten plan się zapatrują??? No ja się pytam (sic!)
Świat chyli się ku upadkowi, ech….

493 total views, 1 views today

Udostępnij