i tak sobie śmigalam po empiku w pewno piątkowe popołudnie, wypatrując co by tu sobie zapodać w ramach „poprawy humoru”….i jak stanelam przy półce to ten psiaczek mnie zauroczył. Tak, tak powiecie nie ocenia się ksiażki po okładce….no trudno pfi…okładką sie sugerując nabyłam tą oto książeczkę.

Potem odczekała swoje na mojej półce bo akurat czasu u mnie był deficyt….i w końcu swoje pięć minut dostała, zabrałam ją w podróż co by mi monotonnie kilkugodzinnej jazdy umiliła….

Umilić to mało powiedziane – bo od samego początku styl książki zaraził mnie swoim humorem – to były z mojej strony niekontrolowane wybuchy śmiechu – aż takie że w końcu zaczełam mojej rodzince ze mną podróżującej – czytać na głos…zabawę mieliśmy setną.
Książka opowiada o Savannah, której miłość  życia wybiera jej najlepszą przyjaciółkę. Ale nie tylko, opowiada także (gdzieś tam w tle)  o relacjach tak w ogóle, o tym że najgorzej, gdy umiera nam ktoś bliski a my nie możemy się z nim pożegnać o takiej samotności, że można kupić przez internet psa 🙂
Savannah przeżywa rozczarowanie, żal po stracie, po to żeby odnaleźć swoje miejsce na ziemi w pakiecie z gorącym uczuciem…
Książkę połknęłam w trasie z Poznania do Żor tak mi te strony śmigały jedna za drugą.
Temat żalu po stracie i tego że Van tak często chciałaby zapytać nieżyjącej już swojej mamy jest mi bliski, może dlatego zwracałam na niego uwagę.
Mimo, że mój Tato odszedł już cztery lata temu, łapię się na tym, jak bardzo mi Go brakuje….jak bardzo czasem potrzebuję Jego rady, mądrych, niekończących się monologów, a czasem tego jak po prostu mogłam się, ja dorosła kobieta, do niego przytulić i poczuć Jego ciepło i siłe…
Tęsknię za Tobą Tatku

547 total views, 1 views today

Udostępnij