http://www.julianrees.com

źródło zdjęcia http://www.julianrees.com

Nie tak dawno opisywałam wrażenia po przeczytaniu książki CIĘCIE,w której psychopata zagarniał tożsamości swoich ofiar, aby te nadal żyły w sieci. Wtedy wizja nakreślona przez Autora przeraziła mnie dosyć znacznie. W tym tygodniu przeglądając internet i przeglądając blogi  i portale, które mnie interesują natknęłam się na historie, które zmroziły mnie.  Zaczęłam wtedy zastanawiać się jak ja bym zachowała się w takiej sytuacji.

Co prawda nigdy  – I NA CAŁE SZCZĘŚCIE – nie spotkała mnie taka sytuacja, ale tak naprawdę kto wie czy spotkać nie mogłaby.

Czytając historię Natalii, zamieszczoną przez Annę J. Dudek w serwisie Na temat : O Janie, co Natalii mejla wysłał. Historia 8-miesięcznego stalkingu blogerki  a także posta Justyny, która zamieściła na swoim blogu Krótki poradnik post Horror, który przeżyłam, w pierwszej chwili pomyślałam, że kurcze naiwne były te dziewczyny, że tak szybko dały się omotać, tak bardzo osaczyć i pozwoliły aby inna osoba zawładnęła ich życiem i spowodowała, że bały się każdego kolejnego dnia. I z życia zaczęły się wycofywać.

Jednak po pierwszej refleksji, skarciłam się – „ej a Ty ? co lepsza jesteś?” Ano nie jestem. Co prawda nie był to żaden wirtualny Jan ani Marcin, ale SMS-y i próby zamiany mojego życia w koszmar mam za sobą.  I wierzcie mi, to nic przyjemnego. Bać się każdego kolejnego e-maila, SMS-a i wizyty listonosza.   Co  z tego, że znałam tą osobę. To działało w dwie strony. Ta osoba znając mnie dość  dobrze, potrafiła zawsze trafić w czuły punkt. Każda obraza, wyzwisko, każdy tekst – był wymierzony bardzo celnie – i na początku sięgał celu. Czyli mojego na nowo powoli i z mozołem budowanego poczucia własnej wartości i próby odbudowania swojego  świata, po tym jak  w końcu postanowiłam zacząć życie od nowa.

Właściwie zapytacie, co te sytuacje mają ze sobą wspólnego?  Wspólnym mianownikiem jest niskie poczucie własnej wartości, strach przed samotnością i potrzeba bliskości. Na tym właśnie bazują tacy Janowie, Marcinowie i inni. Czerpią satysfakcję z tego, że osaczają swoją ofiarę , karmią się jej strachem, podbudowują swoje własne EGO – niszcząc po kawałku swoją ofiarę – tak długo, aż ta zacznie być tylko cieniem młodej kobiety.

Wiem, że łatwo powiedzieć NIE DAJ SIĘ. Więc nie powiem.  Powiem jednak, że można powoli się wyzwolić z takiego „chorego” układu – czy to w Wirtulandii czy w rzeczywistości.

Jest to proces żmudny, powolny.

Zostawia blizny na całe życie.

Ale nie jest niemożliwy.

Tym bardziej doceńmy wartość prawdziwych przyjaciół, którzy są wokół nas.

Takimi właśnie ludźmi się otaczajmy

 

 

Udostępnij