Udało mi się znaleźć wreszcie trochę czasu, żeby dokończyć „Kolory tamtego lata” nareszcie bo już za tym, żeby się zatopić w książek stronice marzyłam okrutnie. Niestety ostatnie tygodnie związane z urządzeniem i pracami budowlanymi skutecznie mi to zakłóciły. Za to w piątkowy późny wieczór zaszyłam się w kuchni i dokończyłam tą jakże ciepła powieść.
Tego mi właśnie w  zimową, mroźną noc trzeba było. 
Historia miłości opowiedziana lekkim piórem – ciepło i tak po prostu, bez zbędnych ozdobników, ukwieceń i wymyślactw różnorakich.
Miejsce akcji – ciepłe, słoneczne Włochy – winnica Rendola – włoskie wino, włoskie jedzenie – i na dodatek tak ładnie ubrane w słowa, że wydawało mi się że czuję ten gorąc i zapachy włoskiego lata  🙂
Jest to historia smutnej Amerykanki Elliany, która wyszła za mąż za przystojnego Włocha i wyjechała z nim aby zamieszkać we Włoszech… i tu idylla się kończy. Włoch, może i przystojny, ale wychowany w kulturze, gdzie Maż (Pan i Władca) musi być na pierwszym miejscu , gdzie fruwa tu i tam  a rolę swojej żony sprowadza do bycia „gospodynią domową” bez prawa właściwie do własnego życia.
Pewnego dnia w willi wynajmuje jedno z mieszkanek Amerykanin Ross Story, człowiek który zostawił dawne życie w Stanach i przyjechał do Włoch aby tu zamieszkać – i tu zaczyna się „nasza” historia.
Opowieść o tym ,że w życiu niekoniecznie „pierwszy” wybór jest tym właściwym a raczej chyba im jesteśmy starsi- bardziej doświadczeni – tym bardziej dbamy o uczucie, szanujemy i staramy się żeby nie wygasło, o tym że każdy zasługuje na szczęście i miłość odwzajemnioną , a także na szacunek drugiej połówki 🙂
I z tym akurat – z autopsji – zgadzam się całkowicie. 
Czasem droga do szczęścia jest wyboista …i warto dać szansę

509 total views, 1 views today

Udostępnij